Na pewno sobie liny nie ukręcę

Na imię mam Janusz. Nazwisko też chcesz wiedzieć? Po co? W… ale może tego nie pisz. Urodziłem się w Zamościu, wychowałem się w Pucicach. Mieszkam w… Właściwie mieszkam wszędzie, najczęściej tutaj. Sam widzisz – takie życie. I trzeba sobie jakoś radzić. Na pewno sobie liny nie ukręcę. I nie poddam się na przekór wszystkim.

Piękny, słoneczny dzień na podwielgowskich łąkach. Teren, który miał być jednym z pomników dawnej epoki, dzisiaj straszy pustką i zaniedbaniem. Siedzimy i rozmawiamy na stopniach wejściowych do budynku, którego świetność już dawno przeminęła. Podobnie jak przeminęła cała świetność tego miejsca. W zamyśle Gierka i ówczesnej partii miał tu powstać port przeładunkowy kontenerów, potem na tym terenie przeładowywano węgiel z wagonów na samochody, a obecnie mieszkają tutaj ptaki i czasem ktoś jeszcze. Ktoś, kto z tego miejsca zrobił sobie dom.

O czym chcesz rozmawiać? O życiu moim? Co chcesz wiedzieć? Wychowałem się w Pucicach w pegeerze. Wiesz, to jakieś 10 km przez las. Daleko nie jest. Moje życie, jak to życie. Trochę mnie ktoś w główkę uderzył i tak moje życie się toczy. Czemu właśnie tu? A gdzie ma się toczyć, jak się tu wychowałem? Te tereny znam. Ganiałem tu jako dzieciak, to ja wiem. Przyniosłeś piwo? Też mam. Nawet dwa. Ale wypiję twoje.

Szkoły podstawowej nie skończyłem. Teraz to już nieważne, nie powiem że uwzięli się na mnie. Ja nie jestem z tych ludzi, co zwalają winę na innych. Nie śmiej się, to prawda. Po prostu taki system był i tak wyszło. Dzisiaj już nic tego nie zmieni. Alfabet znam. Wszystkie litery znam. Mam tylko problem ze składaniem liter w słowa. Tego zrobić nie potrafię. Litery osobno przeczytam, razem w słowie już nie. Może jakbym trafił do jakiejś szkoły specjalnej, to tak. Ale nie trafiłem. Wina rodziców, nauczycieli? Nikogo nie winię. Robili co mogli. Taki system był. Nie potrafię tego poskładać do kupy. Wszystkie litery w słowach zlewają się razem. Może jakbym trafił wtedy do jakieś szkoły, czy ośrodka to byłaby teraz jakaś renta, a tak to jestem na ulicy bez niczego. OHP skończyłem, ale języka polskiego nie zaliczyłem, bo jak? Ale co zrobić. Takie jest życie. Życie jest ciężkie i trudne. Ale powiedziałem sobie, że ja się nie poddam. Na pewno sobie liny nie ukręcę i tej przyjemności nikomu nie zrobię. To by było za proste.

Teraz mam 52 lata. Od 85 roku jestem na ulicy. Wymeldowali mnie z domu, bo trafiłem do pierdla. Za co? Nieważne. Nie powiem, że byłem niewinny i trafiłem tam niesłusznie. Ale zobacz: nie mam ani jednej blizny, tatuażu też sobie nie zrobiłem. Ja nie z tych ludzi, żebym się tym chwalił. Po wyjściu nie miałem już gdzie wracać. Mój dom już nie był moim domem. Nikt tam mnie nie chciał. Ojciec zmarł jak miałem 13 lat. Matka zmarła, jak siedziałem. Nie byłem nawet na jej pogrzebie. Ale do pomnika się dołożyłem. Jak nie byłem na pogrzebie, to wcale nie znaczy, że nie wiem co się należy. Kręciłem się tu i tam, a teraz jestem tutaj. Warunki, jak warunki, ale mam przynajmniej ciszę i spokój. Wolę tu, niż na jakieś stacji, czy dworcu. Chodzisz tam, to widzisz jak tam jest. A tutaj sam zobacz: las, łąki, zieleń i cisza. Sam mogę być sobie panem. Przyrodę od dzieciaka lubiłem i kochałem, na takich terenach jestem wychowany i takie lubię. Mogę się spokojnie wyspać, mogę sobie przygotować posiłek kiedy chcę. Nikt mi niczego nie narzuca. Teren jest fajny, mogę tu odpocząć. Także połączenia są, autobusy chodzą. Można dojechać do Dąbia, czy Szczecina. Żebym jeszcze znalazł gdzieś blisko pracę za pomocnika, czy jakoś tak. Ale z pracą tu krucho. Nie powiem, czasem trafi mi się coś doraźnie, przeważnie przeładunki albo na budowie. Na stałe to nikt nie chce. Ja jestem po OHP budowlaniec murarz-tynkarz. Mogę właściwie pracować wszędzie.

Zimą? Też tu jestem, bo gdzie mam być? Na dworcu? W schronisku? Pogadaj z innymi, to ci powiedzą jak tam jest. Schronisko to więzienie. Tam nie pójdę nigdy. Obiadu sobie nie zrobisz, nie wyśpisz się porządnie, za telewizor trzeba płacić, czy oglądasz, czy nie. Dają kartki na obiady, ale do miasta. To żeby zjeść obiad, trzeba stracić dwie godziny na dojazd. A co jak załapiesz jakąś pracę i przyjedziesz po 22? Nie wpuszczą cię do środka, bo trzeba tam być przed 22. I co wtedy robić? Spać przed drzwiami? A tutaj mogę przyjechać nawet po północy. Zrobiłem sobie piec i jest dobrze. Zamarznąć nie zamarznę. Okno zasłaniam kartonami.

Chcesz zobaczyć jak jest w środku? Chodź, pokażę ci jaskółki. Zrobiły sobie tutaj gniazdo i nie mogę teraz zasłaniać okiem, bo jak? Muszą przecież latać po pożywienie dla swoich młodych. Potem odlecą, a ja zostanę. Ale one wiosną wrócą. To też jest ich dom. Widzisz jaki ten budynek jest zdewastowany? Dlaczego nikt nie ponosi odpowiedzialności za zniszczenia? Dlaczego tyle pieniędzy przepadło w tym miejscu? Dlaczego dopuszczono do takiego stanu? Wiesz ilu ludzi miało by tutaj pracę? Ale jest tak jak jest i to się nie zmieni. Teraz tutaj żyję. Prądu nie ma, wody nie ma, ale to mi jest niepotrzebne. Nie myśl sobie, że piję wodę z rowu. Wodę do picia przynoszę w butelkach ze sklepu. Zobacz, ta jest nawet jeszcze nieruszona. Do prania biorę ze stawu. Dzisiaj zrobiłem właśnie pranie. Dostałem kilka nowych ciuchów, ale zanim je założę, to musiałem uprać. Nie, żeby były brudne, ale ja tak zawsze. Tak mnie wychowano i tak jest. Na obiad mam pulpety i chleb. Muszę tylko podgrzać.

Takie moje życie i taki mój los. Ale na pewno sobie liny nie ukręcę i się nie poddam.

Zobacz też: Przystanek „Radiostacja”

Top